Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tego samego dnia w południe zaszedł nowy wypadek śmierci. Umarło dziecko Kolasa Gunara, wesoły chłopaczek, którego wszyscy ogromnie lubili.
Lecz zaszła ta rzecz nadzwyczajna, że zdawało się iż nikt nie żałuje za dzieckiem, a natomiast ogarnęło wszystkich Dalarczyków przerażenie, którego żadną miarą nie potrafili pokonać. Śmierć małego chłopaczka wydawała się im jak gdyby ostrzeżeniem, że żadnemu z nich nie uda się przezwyciężyć choroby.
Podjęto jak zwykle szybkie przygotowania, do pogrzebu, lecz ci, którzy ciosali trumnę, pytali się kto też wnet dla nich pracę tę spełni, ci zaś którzy przebierali zmarłego mówili o tem, jak chcieliby aby z nimi uczyniono, gdy umrą. „Jeżeli mnie przeżyjesz“, mówiła jedna kobieta do drugiej „nie zapomnij, że chciałabym być pochowaną w mojej własnej sukni“.
„Ty zaś nie zapomnij“, rzekła jej towarzyszka, „że chciałabym aby mi trumnę ubrano w czarną krepę, i ażebym obrączkę ślubną wzięła z sobą do grobu“.
Gdy się to działo, rozeszła się wieść o dziwnym planie między kolonistami, Nikt nie wiedział, kto pierwszy wyrzekł owe słowa, ale gdy były wyrzeczone, wszyscy zwrócili na nie uwagę, zaczęli nad niemi rozmyślać i dziwić się im. I jak to