Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Uważajcie, to najdziwniejsza rzecz, którą słyszałem kiedykolwiek“. I przeczytał: „Po tych wypadkach przybył Sanherib w Assurze do Judei, stanął obozem przed obwarowanemi miasty i zamierzał porwać je dla siebie. A gdy Hiskiasz widział iż Sanherib przybył i miał zamiar zwalczyć Jerozolimę, naradził się z naczelnikami i możnymi i postanowili zakryć wody w studniach przed miastem; a oni pomogli mu. I zgromadził się lud i przykryli wszystkie studnie i wszystkie płynące wody w kraju i rzekli: „Ażeby królowie Assuru nie znaleźli wody, gdy przybędą“.
Gdy Gabriel to przeczytał, rzucił okiem na nagie pola, otaczające kolonie.
„Myślałem wiele o tej historyi, rzekł, i pytałem o to Amerykanów, a teraz opowiem wam o czem się dowiedziałem“.
Gabriel mówił płynnie i z łatwością podobnie jak jego ojciec Hök Matts, gdy zstąpił nań duch boży i począł przemawiać. Nie miał wprawdzie zazwyczaj kaznodziejskich zdolności, ale teraz gdy gorączka paliła mu głowę, słowa płynęły mu z ust lekko i swobodnie.
„Otóż Amerykanie opowiedzieli mi, rzekł Gabriel, „że za czasów Hiskiasza wyżyna ta pokryta była ogromną ilością drzew i krzewów. Nie udawało się wprawdzie zboże na tym gruncie kamienistym, ale było dużo ogrodów, obficie porosłych