Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


drzewami granatowymi i brzoskwiniami, krzewami róż i nardusu, szafranem, kalmusem i cynamonem wszelkiego rodzaju wonnemi roślinami i wybornymi owocami. Wszystkie te drzewa były dobrze zawodnione, gdyż z potoków i strumieni spływała woda do każdego ogrodu, a każdy właściciel miał prawo w pewnej porze dnia puścić wodę na swój ogród.
Ale pewnego dnia Hiskiasz wyruszył z wojskiem swem, rankiem, kiedy właśnie wszystkie drzewa obsypane były kwieciem. Gdy Hiskiasz przechodził ogrodami, drzewa migdałowe i brzoskwinie zasypywały go kwieciem, a powietrze napełnione było wonią balsamiczną. A u schyłku dnia gdy Hiskiasz wracał z swem wojskiem, drzewa stały tak samo jak przedtem i witały go swą czarującą wonią.
Lecz tego dnia właśnie, król Hiskiasz zatkał wszystkie źródła jerozolimskie i zatamował wielką, rzekę, przepływającą miasto. Następnego dnia nie spływała już woda do małych koryt, które wiodły ją do korzeni drzew.
Po kilku tygodniach, gdy drzewa miały zrodzić owoce, były bezsilne i wydały mało zarodków a liście wychodzące z pęczy były małe i marne.
Potem zać nastały ciężkie czasy dla Jerozolimy, wojny i nieszczęście, nikt nie miał czasu myśleć o otwarciu źródeł i o wpuszczeniu rzeki w da-