Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


gdyż już oddawna wysechł i znikł. Myśli natomiast bezustannie, odkąd rozpoczęły się dla nieh te ciężkie czasy, o proroctwie proroka Hezekiela. W czterdziestym rozdziale, w pierwszym wierszu i w następujących, jest mowa o strumieniu, który wytryśnie u progu świątyni i przepłynie kraj cały zdążając do morza Martwego.
Kolas Gunnar mówiąc to odrzucał wciąż w tył swe czarne loki, oczy jego błyszczały, i opowiadał w taki sposób, że chłopi widzieli całkiem wyraźnie przed swymi oczyma wodę spływającą ku dolinie. Mrucząc zcicha wypływała ona z kamiennej rynwy i rozlewała się w liczne mniejsze koryta, płynące między zielonemi murawami. Wierzby i topole rosły nad brzegami, wielkie rośliny wodne grubemi liśćmi słały się nad powierzchnią wód. Na dnie strumyków widniały małe, białe kamyki a woda lśniła się i pluskała, przepływając przez nie.
„I to się stać musi!“ zawołał Kolas Gunar, „gdyż jest to proroctwo boskie, które nie spełniło się jeszcze. Myślę wciąż o tem, czy ono może nie spełni się dziś, lub jutro“.
Lecz gdy to usłyszał Hök Gabriel Matson, który znajdował się również między nimi, był bardzo wzburzonym; prosił Ljunga Björna o biblię i przeczytawszy najpierw dla siebie kilka wierszy w księdze kroniki, rzekł: