Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Skoro chłopi nie widzieli więcej chmury, byli zupełnie zrozpaczeni. Starzy ludzie byli tak osłabieni chorobą, iż szybko przykryli ręką oczy, aby je ukryć na wypadek, iż opanowałby ich płacz.
Ljung Björn Olofson, który od śmierci Timsa Halfvora uważał się za naczelnika Szwedów, starał się rozweselić innych. Zaczął mówić o rzece Kidronie, która dawnymi czasy płynęła przez dolinę Jozafata i zaopatrywała obficie w wodę Jerozolimę. Miał biblię w kieszeni; otworzył ją więc i przeczytał im ustępy, w których była mowa o Kidronie.
Potem opisał im, jak potężnym strumieniem był Kidron, i że wprawiał w ruch młyny a w zimie tak czasem wzbierał potężnie, że występował z brzegów i zalewał cały kraj.
Znać było po Ljungu, jakie mu to sprawiało ukojenie, że mógł mówić o tej wielkiej wodzie, która niegdyś przepływała Jerozolimę, Z pewnością myślał wciąż o rzece i najchętniej zatrzymywał się przy tym ustępie, gdzie opisanem jest, że Dawid przeszedł przez Kidron, uciekając przed Absalonem, Ljung Björn wymalowywał im, jakby to pięknie było, gdyby bosemi nogami przejść mogli przez zimną płynącą wodę. „To byłoby jeszcze przyjemniej, niżeli pić ją“ rzekł.
Ljung Björn nie był jeszcze skończył opisu Kidronu, gdy szwagier jego Kolas Gunnar przerwał mu mówiąc, że Kidron nie wiele go obchodzi,