Strona:Selma Lagerlöf - Jerozolima cz. II.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zebrał całą swą odwagę i raz jeszcze spojrzał na cmentarz. Wszystkie groby były otwarte, a trumny poznikały z nich. Na ziemi leżały porozrzucane czaszki i kości; zapewne powypadały ze spróchniałych trumien. Kamienie grobowe leżały w rogu cmentarza ułożone w kupę.
„O mój Boże, cóż oni zrobili ze zmarłymi!“. zawołał Halfvor.
Przystąpił do robotników i rzekł po szwedzku: „Goście zrobili z małą Małgosią?“ Nie był zupełprzytomny i nie wiedział dobrze, co mówił. Potem przypomniał sobie, że mówił swoim językiem; przetarł sobie czoło i był trochę zmieszany.
Potem starał się uprzytomnić sobie, kim był właściwie. Nie był przecie dzieckiem, lecz rozumnym człowiekiem; gospodarzem, na którego niegdyś w domu wieś cała spoglądała z poważaniem; takiemu człowiekowi nie wypadało przecie tracić równowagę.
Przybrał więc sztywną, prostą postawę i zapytał robotników po angielsku, czy nie wiedzą dlaczego demoluje się ten cmentarz.
Robotnicy byli sami krajowcy, lecz jeden z nich umiał trochę po angielsku.
Człowiek ten opowiedział Halfvorowi, że Amerykanie sprzedali cmentarz Niemcom, którzy chcą tu zbudować szpital. Dlatego zmarłych powyrzucano z ziemi.