Strona:Selma Lagerlöf - Cmentarna lilja.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


baczyć, musi się przezwyciężyć i zrobić coś dla niego. Może się jej uda namówić go do pozostania w domu.
Schyliła się i spojrzała przez dziurkę od klucza.
Służące gawędziły z wariatem, śmiejąc się z jego dziwnych odpowiedzi. Pytały go z kim się ożeni.
Gunnar uśmiechał się, rad był, gdy go o to pytano.
— Ożenię się z „Cmentarną Lilją“, czy o tem nie wiesz?
— A gdzie ona mieszka?
— Nigdzie nie mieszka, ona domu niema, a siedzi w moim worku.
Służące śmiały się i pytały o jej rodzinę.
— Ona niema ani matki, ani ojca, odrzekł Gunnar, delikatna, piękna jest jak kwiat wyrosły w ogrodzie.
Ingryda cofnęła się, nie mogąc słuchać dłużej. Nie może nic uczynić dla niego, jest jej wstrętnym.
Jeszcze nie zdążyła wejść na schody, gdy odezwał się głos sumienia.
— Niewdzięcznicą jesteś! niczem się nie starasz odpłacić za wyświadczone ci tutaj dobro.
Starała się przedstawić sobie Gunnara w lepszem świetle, nie takim prostakiem. Jakby wyglądał, gdyby zmienił ubranie i odrzucił włosy z czoła? zamknęła oczy, chcąc mu się lepiej przyjrzeć. Próba się nie udawała. Nie mogła go sobie wyobrazić innym, niż był.