Strona:Selma Lagerlöf - Cmentarna lilja.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mocnicą — a teraz powinna pójść stąd precz. Właśnie o tem chciałam pomówić z jej wielmożnością.
Kuma Troska zaczęła wchodzić na schody, za każdym krokiem skrzydła się unosiły, jakby do fruwania.
Ingryda bezwolnie szła za nią, czuła się pod jej władzą.
Gdy weszła do bawialni, kuma Troska siedziała na kanapie obok radczyni i szeptała z nią, jak z przyjaciółką.
— Nie jesteś jeszcze zdecydowaną, czy masz ją zatrzymać, a w twoim ogrodzie nie rośnie ani jeden kwiatek, czy młoda dziewczyna może żyć w takim domu? Młodość wnosi ze sobą choć nieco wesela i radości, a tobie ich nie trzeba. Postaraj się o miejsce dla niej w innym domu, a tu jej nie trzymaj, — to chciałam ci powiedzieć. A jak ci się wogóle powodzi?
— Noże i nożyce krają dzień cały serce moje, — odezwała się pani radczyni. Żyję tylko nim, a jemu jest gorzej, znacznie gorzej; już mi brak sił, wytrzymać trudno.
Ingryda drgnęła na odgłos dzwonka — i przebudziła się. Tak plastyczne było jej widzenie, że oglądała się wokoło, szukając kumy Troski i jej ponurego zaprzęgu przed gankiem.
Jej wielmożność zadzwoniła na imość Stawę, a gdy ta nie przychodziła, posłała po nią Ingrydę.
W niebieskim pokoju gospodyni nie było nikogo. Ingryda poszła jej szukać do kuchni i zatrzymała się, słysząc głos Gunnara. Zapragnęła go zo-