Strona:Selma Lagerlöf - Cmentarna lilja.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


my. Po za tem jest jeszcze stary sługa i stróż rąbiący drzewo. Wskutek swego opuszczenia i osamotnienia stary dwór jest wybornym terenem dla marzeń. Tonie też w nich dusza dziewczyny, i pomimo, że nikt tu kwiatów nie hoduje, jej zdaje się, że ją otacza przejrzysta zasłona pachnących róż, która ją oddziela od rzeczywistego świata.
W około wyspy, pośród zarośli, wije się ścieżka, stałe miejsce przechadzek Ingrydy. Przygląda się literom, wyrżniętym na korze drzew, przysiada na wpół zgniłych ławkach i zachodzi do altan tak zbutwiałych, że straszno jest próg ich przestąpić.
Marzy o ludziach, którzy tu dawniej przebywali, wówczas, gdy te ławeczki i altanki tylko co ustawione błyszczały złotem świeżo obrobionych desek.
Przechadza się godzinami po zarośniętych alejach w około mostu, tu, gdzie on się zjawił, aby ją wprowadzić do dworu, gdzie jej było tak dobrze i gdzie ją tak kochano.
Godzinami rozmawia z nim, zwierza mu się ze swoich myśli. W tem miejscu odczuwa najlepiej obecność jego — swego studenta.
Marzy o przybyciu jego, przyjdzie tu niezawodnie, w tych alejach są ślady jego duszy.
Minęło lato i jesień, przybliżało się Boże Narodzenie.
— Panno Ingrydo — rzekła pewnego dnia — gospodyni Stawa, powiem pani nowinę. Na Boże Narodzenie przyjedzie nasz młody pan, właściciel