Strona:Selma Lagerlöf - Cmentarna lilja.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


się przy swoim Olin, tam, w Münskhütte, pani radczyni skąpi sobie we wszystkiem, oszczędza i pieniądze tobie posyła do Upsali. Odmawia sobie wszystkiego, abyś ty mógł wesoło i przyjemnie czas spędzić. A ty siedzisz tu i nic nie robisz, nie widzisz, że bieda nadciąga. Nie mogę obojętnie patrzeć, jak wy nawzajem się oszukujecie. Pani radczyni myśli, że ty się uczysz, a ty sądzisz, że ona jest bogatą. Nie mogłem milczeć, widząc, jak marnujesz swą przyszłość.
Gunnar przez długą chwilę milczał, wreszcie podał rękę Gustawowi.
— Czuję, że prawdę mówisz, trudno mi w to uwierzyć, w każdym razie, — dziękuję ci.
Oczy Gustawa zajaśniały radością, silnie uścisnął dłoń Gunnarowi i rzekł:
— Gdybyś zaczął pracować, mógłbyś jeszcze wszystko poprawić. Przy twoich zdolnościach, zdałbyś egzaminy w ciągu 3 — 4 lat.
Gunnar wyprostował swą wysoką postać.
— Bądź spokojny, Olinie, teraz zacznę serjo pracować.
Olin wstał i skierował się ku drzwiom, lecz doszedłszy do progu, — wrócił.
— Chcę cię o coś prosić, rzekł mocno zmięszany. Chciałbym, abyś mi dał na przechowanie twoje skrzypce, — do czasu, dopóki się nie wciągniesz do systematycznej pracy.
— Oddać ci skrzypce?
— Tak. Zawiń je w jedwabne pokrycie, zamknij w futerale i pozwól mi je zabrać ze sobą, —