Strona:Selma Lagerlöf - Cmentarna lilja.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


samego uciekającego tchórzliwie. Ohydne! wolę nie czuć tego, wolę niech mnie znów obłęd pochwyci.
Wyczerpała się cierpliwość dziewczyny.
— Tak, źle ci jest, to prawda, ale myślisz tylko o sobie. Trać rozum, będziesz miał spokój.
Nie myślisz ani o matce, ani o mnie.
Nie myślisz o tej, która całe życie poświęciła tobie i tonie we łzach, wyglądając ciebie. Gdybyś kochał kogo, oprócz siebie, starałbyś się walczyć i zwyciężyć swój ból. Ale ty nikogo nie kochasz. Umiesz tak rzewnie prosić o pomoc, gdy się zjawiasz komuś we śnie, a w rzeczywistości nie chcesz pomocy.
Myślisz o swoim bólu, a nie myślisz o cierpieniu innych.
Gunnar wciąż patrzał w oczy dziewczyny.
W tej chwil nie była wcale piękną.
Łzy spływały jej gradem po twarzy, usta drżały i krzywiły się bólem.
Gunnarowi jednakże wydawała się prześliczną w swej rozpaczy serdecznej.
Uczuł wdzięczność niezmierną dla jej starań.
W chwili poniżenia znalazł tę cudną podporę, uwierzył w szczerość jej uczuć. Tak przemawiać mogła tylko miłość prawdziwa.
Gdy on skarżył się na opuszczenie — miłość stała obok niego i pukała do serca jego, prosząc o wstęp. Może teraz wróci do życia, pomiędzy ludzi. Kto odważy się lżyć go, gdy zyskał miłość takiej dziewczyny?