Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


niądze kupić można, stanowią życie, że urok mu nadają... A więc powiedz, skąd ta żądza pieniędzy? Po co ci złoto?
— Po co? Dzięki Bogu, że je posiadam; dzięki Opatrzności, że nie zesłała mi orzechów wtedy dopiero, gdy nie będę już miał zębów do gryzienia ich. O, zęby moje mocne jeszcze; oszczędzam je też do tego jednego orzecha, którego mi brak dotąd, który posiąść muszę!... Może przytem wybierzemy się kiedy obaj na spacer daleki dookoła ziemi.
— Bez żadnego jednak nudnego towarzystwa, bez żadnej roboty, bez konkurencyjnego pośpiechu? Tak? Tylko że w podobnych warunkach nie możnaby mówić z tobą po upływie tygodnia. A przytem jabym nie pojechał. Nie chciałbym odnosić korzyści, ani okupywać przyjemności kosztem ludzkiej duszy; ty zaś takąbyś ceną spacer ów przypłacił. Dick, po co rzucać czcze słowa? Tyś oszalał chyba?
— Nie zdaje mi się. Gdy jeździłem na owym statku z chińską nierogacizną, kapitan nasz zyskał olbrzymie pochwały za to, że, kiedy stara ta, przegniła rudera rozbiła się wreszcie, zdołał on ocalić dwadzieścia pięć tysięcy małych prosiąt od utonięcia. Otóż, biorąc świnie owe za punkt porównania...