Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— A niechże licho porwie twój punkt porównania! Ile razy mówię poważnie, ile razy próbuję odwołać się do twojej duszy, ty musisz wyjechać w tej chwili z jakąś nieciekawą anegdotką z owej ciemnej przeszłości! Zrozumże, że publiczność angielska nie jest nierogacizną; że uznanie na pełnem morzu, a tutaj, to dwie odrębne rzeczy; że jednak godność własna i szacunek dla samego siebie wszędzie tę samą posiadają wartość. Wstań i idź się przejść trochę; może cię świeże powietrze otrzeźwi, może ci przywróci pojęcie owej godności i szacunku dla samego siebie... Ale, ale... słuchaj-no, ma tu przyjść dziś wieczorem Nilghai; czy mogę mu pokazać twoje roboty?
— Ma się rozumieć. Niedługo gotówbyś zapytać, jak widzę, czy masz pukać do drzwi, wchodząc do mego pokoju?
I Dick wyszedł na miasto, aby się zastanowić nad sobą samym, wśród zbierającej się coraz chyżej ciemnej mgły londyńskiej.
W pół godziny później Nilghai piął się z trudnością po schodach, wiodących do ich mieszkania. Był on najgłówniejszym a zarazem najbardziej olbrzymim ze wszystkich korespondentów wojennych. Karyera jego zaczęła się wraz z narodzinami iglicówki. Oprócz towarzysza, Kenen, zwanego „Wielkim orłem wo-