Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


całodzienne utrzymanie, na jedzenie, picie i t. p. Pierwszym zaś, pomimo tego, wydatkiem było zakupienie materyałów malarskich i rysunkowych. Wszak i tak musiał zbyt długo już obywać się bez nich. Wyżywić się za pozostałe fundusze istną stanowiło sztukę.
Po całodziennych obliczeniach i porównaniach przyszedł wreszcie do przekonania, że kawałek kiełbasy i talerz tartych kartofli, wszystko razem w cenie dwóch pensów, to wcale przyzwoite i smaczne pożywienie. Otóż kiełbaski, raz lub dwa razy tygodniowo, na śniadanie są dosyć znośną potrawą; na drugie śniadanie, z kartoflami, przejadają się szybko. Na obiad zaś, jako główna jego podstawa, stają się prostą impertynencyą.
Po upływie trzech dni Dick nie mógł już patrzeć na kartofle z kiełbasą i, zastawiwszy zegarek, uraczył się, dla odmiany, główką baranią. Zawiódł się wszakże; potrawa ta, dzięki kościom oraz obfitości sosu, nie jest tak tanią, jakby się to zdawać mogło. Powrócił więc do kartofli z kiełbasą. Następnego dnia ograniczył się na tartych ziemniakach tylko; był jednak bardzo nieszczęśliwy, wskutek osłabienia i boleści, jakie mu dyeta podobna przyniosła. Wtedy to, rozmyślając ze smutkiem o szczęśliwych czasach, w których rozrzucał pienią-