Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ubrania na czas jakiś, posiada tylko pięćdziesiąt szylingów w kieszeni. Powrócił do miasta i umieścił się w pokoju, w którym pościel na łóżku, w przewidywaniu złodziejstwa, szczególnymi opatrzona była znakami. Gdy nadesłano mu nowy garnitur, przywdział go natychmiast i poszedł do biura Centralnego Południowego Syndykatu, prosząc o adres Torpenhow’a. Udzielono mu go najchętniej, nadmieniając, że z rachunku za rysunki, nadsyłane z Afryki, pozostała tu jeszcze dla niego, Ryszarda Heldar, pewna kwota pieniędzy.
— Ile? — zapytał Dick z taką miną, jak gdyby zazwyczaj z milionami miał tylko do czynienia.
— Trzydzieści kilka, do czterdziestu funtów. Gdyby panu na tem zależało, możemy, rzecz prosta, wypłacić je zaraz. Zazwyczaj jednak regulujemy rachunki miesięcznie tylko.
— No, jeżeli okażę pośpiech, jeżeli przeczują, że jestem w potrzebie, będę zgubiony — myślał artysta; głośno więc dodał: — Och, nie mogę drobnostką taką zabierać czasu ani panu, ani sobie; tem więcej, że mi pilno, wyjeżdżam bowiem bezzwłocznie na wieś na miesiąc cały. Raczy pan więc wstrzymać się z rachunkiem aż do mego powrotu.