Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


spał na podłodze snem błogosławionych, on dobrał się do informacyi, z trudem zdobytych, przesyłanych zaś przez innego korespondenta wrogiemu a współzawodniczącemu z nimi syndykatowi. Dick również, skopiowawszy papiery te starannie, przyniósł je Torpenhowowi. A że na wojnie i w miłości podstęp uchodzi, publiczność więc angielska czytała wkrótce doskonały artykuł, oparty na faktach, zdobytych przez rywala.
Torpenhow znów, — ale nie, trudno opowiadać; dzieje bowiem wspólnych ich wypraw, od Philac do dzikich pustek Heravi i Muella, tomyby całe zapełniły. Uwięzieni i zamknięci razem, drżeli, aby wzburzone żołdactwo nie rozstrzelało ich na miejscu. Innym razem walczyli wspólnie, w szarem świetle poranku, z jucznymi wielbłądami; przebiegali wielkie przestrzenie, na niestrudzonych egipskich kucach, wśród ciszy gnębiącej, a pod promieniami słońca, które zdawały się mózg wypalać; pluskali się wreszcie razem w falach Nilu, gdy statkowi rybackiemu, na którym obrali sobie schronienie, podobało się rozerwać boki o skałę ukrytą.
Wskutek przygody tej właśnie siedzieli teraz obaj na wybrzeżu piaszczystem, podczas