Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


trząc na ciągłe niepowodzenia i conocne wycinanie straży. Najmłodsi wreszcie szli na końcu, czepiali się telegrafu, w oczekiwaniu, aż śmierć lub rana ciężka bliźniego pozwoli im miejsce jego zająć.
Wśród najstarszych tych jedynym, który znał wszystkie wybiegi i zdumiewające zmiany urządzeń pocztowych, — jedynym, świadomym rzeczywistej wartości rzeczy, wystawionych na sprzedaż w Kairze lub Aleksandryi, — jedynym wreszcie, który umiał zmusić do uprzejmości urzędnika telegrafu, lub ugłaskać miłość własną świeżo naznaczonego oficera sztabu generalnego tam, gdzie wymagania prasy stawały się nieco uciążliwe, — jedynym człowiekiem takim był ów Torpenhow, przybrany we flanelową koszulę tylko.
Podczas kampanii tej, jak podczas wojny egipskiej i innych, stanowił on głównego przedstawiciela Centralnego Południowego Syndykatu prasy.
Syndykat ów nie troszczył się bynajmniej ani o krytykowanie wyprawy, ani o jej powodzenie. Chodziło mu głównie o dostarczanie masom zajmujących szczegółów wojennych, o malowniczość ich i obfitość. Znając bowiem publiczność swą, wiedzieli, że Anglia cała więcej dozna pociechy i radości nad nieposłuszeń-