Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/365

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pas i, zapatrzony w podwójną ciemność, doznawał przez całą godzinę wrażenia, iż coraz posuwa się na przód.
— Dobry wielbłąd — zauważył w końcu.
— Zwierzę czystej krwi — brzmiała odpowiedź. — Jest moją własnością, karmię go więc starannie.
— Pośpieszaj!
Opuścił głowę na piersi i próbował myśleć. Sen jednak mącił mu pamięć. Przewodnik, czekający tylko na chwilę drzemki, obrócił się, w nadziei, że zdoła wyrwać mu rewolwer i, wyrzuciwszy go z siodła, wrócić do domu. Ruch ten rozbudził Heldar’a, dając mu poznać całe niebezpieczeństwo. Kolba rewolweru spadła też z potężną siłą na głowę niewiernego, a równocześnie strzał jakiś rozległ się z nienacka obok. Dromader przyśpieszył kroku i po chwili głęboka cisza zaległa znów dokoła, niosąc z sobą nowe do snu usposobienie.
Dick po paru godzinach jazdy tej szalonej niezdolnym był myśleć nawet. Znużony, kiwał się tylko z boku na bok, a zesztywniały, o ścierpniętych członkach, budził się instynktownie, ile razy wielbłąd zwalniał biegu, by