Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/348

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Wojna dobrem jest rzemiosłem. Ale powiedz mi, mój drogi, co ty robisz tutaj? — pytała pani poufale. Dlaczego opuściłeś Anglię?
— Bo oślepłem, jak widzisz.
— Tak, lecz wpierw zakosztowałeś sławy i rozgłosu, którego echo dochodziło aż do nas; używałeś przytem zwykle typów, zbieranych tutaj. Żółty Tina, na przykład, powraca ciągle w twych rysunkach; to też gdy nadchodziły angielskie illustracye, pokazywałam mu własny jego portret i śmieliśmy się wszyscy niezmiernie. Powodzenie twe, rosnące z dniem każdym, musiało ci przynieść wiele radości i sporo pieniędzy.
— Tak. Nie jestem już dziś ubogim; możesz pani liczyć na dobrą zapłatę.
— Nie dotknęłabym jej nawet; od dawna wynagrodziłeś mię za wszystko. Mój Boże! — westchnęła — ślepota w tym wieku, co za okropność!
Dick nie widział włosów swych posrebrzonych siwizną i nie czuł potrzeby współczucia; chciał tylko śpieszyć tam, na czoło walczących, a życzenie to gorąco wypowiadał.
— Ale jak się dostać, którędy? — pytała zdumiona. — Zatoka pełna okrętów angielskich, strzelają ciągle, bardziej nawet, niż podczas wojny przed dziesięciu laty. Walka wre ró-