Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/339

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Czego ty płaczesz, Bess? Przecież to nie twoja wina. Otrzyj lepiej oczy, głupiutkie stworzenie, i chodź ze mną na miasto. Zabierzemy książeczki bankowe z sobą. Czekaj chwilę. Cztery tysiące funtów, umieszczone na cztery procent, bo to najbezpieczniej, przyniesie 160 rocznie; gdy dodam 120 dawnej mojej renty, otrzymamy 280 funtów. Ależ to zapewni jednej kobiecie zbytkowne nawet życie. Bess, idziemy do banku!
Podniósłszy stamtąd dwieście dziesięć funtów w gotówce i schowawszy je starannie, Heldar wydał zdumionej Bessie polecenie, aby go prowadziła do biura zaatlantyckiej komunikacyi.
— Proszę o jeden bilet pierwszej klasy i o kajutę, położoną w pobliżu bagaży — rozkazał krótko. — Jaki okręt odchodzi najwpierw?
— Colgong — brzmiała odpowiedź.
— Dziękuję. Racz pan zmienić pieniądze i doliczyć mi resztę, ot tu, na rękę, gdyż oczy niedopisują mi trochę.
Znalazłszy się w swem mieszkaniu, Dick dotknął z zadowoleniem przyniesionych pieniędzy.
— Teraz — mówił — nie dosięgnie mnie już złość człowieka, szatana, lub, co wiele więcej znaczy... złość kobiety. Mam jeszcze trzy