Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/340

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rzeczy do załatwienia, ale w tych nie potrzebuję twej pomocy. Przyjdź więc, Bessie, w czwartek dopiero; odprowadzisz mnie od razu na stacyę.
— I co pan masz zamiar zrobić?
— Wyjechać przedewszystkiem. A po cóż zostałbym tu dłużej?
— Nie dasz sobie przecież sam rady.
— O, i owszem; najtrudniej tylko raz zacząć. Dziś widzę, że wszystko potrafię. Odwaga ta zasługuje na nowego całusa z twej strony, Bess. Nie chcesz? Masz racyę. Przyjdź więc pojutrze po obiecane ci pieniądze.
— Może pan mię zwodzi tylko?
— Ha, zobaczysz. Tymczasem, schodząc, przyślij tu Beeton’a.
— Ile są warte moje sprzęty, zawarte w tych pokojach? — zapytał, gdy właściciel chambres garnies stanął na progu.
— Ocenianie ich nie do mnie należy. — Są tu rzeczy ładne, są inne mocno zniszczone.
— Ubezpieczyłem je na dwieście siedmdziesiąt funtów.
— Polisa asekuracyjna niczego nie dowodzi; chociaż nie przeczę...
— Bodajś przepadł z długiemi omówieniami. Rzeczy te musiały być niezłe, skoroś ich tyle pokryjomu nawynosił. Widzisz, że