Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/314

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przychodziła pozować panu do obrazu. Oho, jużto ja mam sławne oczy! W dziesięć lat poznam każdego! Nazwisk zato nie pamiętam; chyba, że lokator się nie wypłaca, wtedy...
— Zatrzymaj ją pan — prosił Dick, przerywając potok jego wymowy. — Zatrzymaj. Nazywa się Bessie Broke. Powiedz, że chcę się z nią widzieć koniecznie; prędko, prędko!
Mr. Beeton przebiegł ulicę tuż przed dyszlem omnibusu i zawołał na modelkę, która, poznawszy go, miała zamiar uciec na razie. Ręka jednak restauratora spoczęła już na jej ramieniu.
— Czy to panna pozowałaś do obrazu mr. Heldar’owi? — pytał. — Tak, to ty, poznałem cię zaraz. Chodź; czeka on na tamtej stronie ulicy i pragnie pomówić z tobą.
— Po co? — zapytała z niepokojem, w myśli jej bowiem stanęła pewna niegodziwa operacya, dokonana na świeżo ukończonej „Melancholii.“
— Alboż ja wiem? Prosił mnie o to, a że świata bożego nie widzi...
— Spił się tak?
— Gdzież tam, oślepł! Ociemniał zupełnie. O, patrz panna, stoi po tamtej stronie.
Pobiegłszy oczami w kierunku wskazywanym przez Beeton’a, ujrzała przygarbioną