Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ROZDZIAŁ X.

Trzy dni upłynęły od powrotu Torpenhow’a. Gnębiący smutek opanował jego serce.
— Więc ty utrzymujesz naprawdę, że bez wódki trudno ci widzieć cokolwiek? — pytał.
— Czy pijak ma prawo dawać słowo honoru? — podjął Dick boleśnie.
— Bez zaprzeczenia, jeżeli był tak zacnym, jak ty, człowiekiem.
— A więc daję ci słowo honoru — mówił szybko, spieczonemi, sczerniałemi ustami, — że nie widzę nic, nic, że nawet rysów twych, stary druhu, nie dostrzegam już wyraźnie. Przez dwa dni nie pozwoliłeś mi wypić ani kropli; jestem trzeźwym, jak dowodzisz, bo widać przedtem byłem pijany; jestem trzeźwym, lecz praca ma ani o włos nie postąpiła. Błagam, nie wstrzymuj mię dłużej! Wszak nie wiem, kiedy oczy wypowiedzą zupełnie posłuszeństwo, a plamy ciemne, a jakieś krwawe koła i widziadła mnożą się z każdą chwilą. Przysięgam ci, iż szatański ten taniec ustępuje wtedy dopiero, gdy... gdy jestem cięty, jak ty mówisz. Pozwól mi przywołać Bessie na trzy jeszcze posiedzenia i daj tyle, ile wypić potrzebuję, a dzieło moje skończonem zostanie.