Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/243

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W trzy dni przecież wódka mnie nie zabije, może mnie doprowadzić co najwyżej do początków delirium tremens.
— Dobrze. Czy dasz mi jednak słowo, że po trzech dniach zawiesisz i picie i robotę, bez względu na to, czy obraz twój będzie skończony?
— Nie mogę. Ty nie wiesz, ty nie rozumiesz, czem dzieło to jest dla mnie... Zresztą po co przyrzeczenia? Wszak w takim razie Nilghai nie odmówi ci pomocy; gdy zechcesz więc, możesz mnie związać, skrępować i ubezwładnić. Z chwilą, w której praca ma zostanie skończoną, nie będę ani walczył, ani prosił o wódkę.
I powrócił do pracy tej upragnionej, święcąc jej niestrudzoną, niewyczerpaną wytrwałość. Szatan pijaństwa, żółty, szyderczy, stał przy nim, rozpędzając siłą swą mrok, zasnuwający źrenice Heldar’a. „Melancholia,“ skończona już prawie, zbliżała się z każdą chwilą więcej do pierwowzoru, utworzonego w myśli artysty. Zadowolony Dick żartował, jak dawniej, z modelką, nie biorąc nawet do serca, gdy go w napadzie nietajonej wściekłości „pijanem bydlęciem“ nazwała.
— Ty tego nie rozumiesz, Bess; ale ja, widzisz, doznaję wrażeń żeglarza, który po dłu-