Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/223

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Piesek położył się na grzbiecie, u stóp Dick’a, który go delikatnie drażnił nogą.
— No, patrz, Binkie! I ja powiedziałem, że ona nie jest zepsuta, że nie jest przewrotna! Pomyliłem się. Dowodziła mu przecież, że umie doskonale gotować; to już grzech wyrafinowany, z góry obmyślany. Och, Binkie, gdybyś był mężczyzną, poszedłbyś do piekieł; gdybyś jednak był kobietą, a podszeptywał mężczyźnie, że umiesz doskonale gotować, zasłużyłbyś na stokroć gorsze jeszcze miejsce wiekuistego potępienia!




ROZDZIAŁ IX.

— Niema co mówić, wesołe życie! — żartował Ryszard w kilka dni później. — Torp wyjechał, Bessie mnie nienawidzi, pomysł „Melancholii“ nie chce plastycznych przyjąć kształtów, a listy Maisie skąpe są i nic nie objaśniają; cóż więc dziwnego, że z samego rozdrażnienia dostałem niestrawności. A może to jakie inne cierpienie? Słuchaj, Binkie, z czego przychodzi człowiekowi ostry ból w głowie i z jakiej racyi ciemne plamy latają mu przed