Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/222

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Ba, gdybym wiedział!
— Oto, dla odzyskania równowagi, wybierz się najlepiej na dalszą wycieczkę. Jedź do Brighton, do Scarborough, do Prawle-Point wreszcie, obejrzeć nowe okręty, ale... jedź natychmiast. Binkie pójdzie pod moją opiekę, ty zaś wybieraj się bezzwłocznie. Nie próbuj walczyć z szatanem, bo cię zwycięży. Uciekaj lepiej od niego. Zapakuj trochę rzeczy i w drogę!
— Może masz słuszność. Ale gdzie tu jechać?
— I ciebie nazywają specyalnym korespondentem! Ułóż najpierw torbę podróżną, a dopiero pytaj, dokąd cię losy poniosą.
W godzinę później Torpenhow siedział w doróżce, która go miała powieźć w świat daleki.
— Zanim dojedziesz do dworca kolei żelaznej, przyjdzie ci pewno na myśl, gdzie się udać. Zacznij od Euston, no, i, rzecz prosta, upij się dziś jeszcze.
Powróciwszy do pracowni, Ryszard znalazł ją tak smutną i ponurą, iż wszystkie zapalił lampy.
— Poczekaj, ty mała Jezabel, poczekaj! Znienawidzisz mię jutro, dowiedziawszy się o wszystkiem. Binkie, chodź tutaj!