Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


upragnienia i obawy zarazem. Odkąd jednak rudowłosa impresyonistka naszkicowała ów wymowny jego portret, uczucie obawy przewyższało inne wrażenia.
Przyszedłszy, spostrzegł najpierw, iż Maisie, upojona pomysłem nowej „fantastycznej główki,“ odrzuciła najzupełniej dobre jego rady i nie myślała nawet wracać do rysunku. Heldar z trudnością powstrzymał szorstką na ustach uwagę.
— Skoro tak, po co żądałaś ode mnie wskazówek? — zapytał wprost.
— Ależ to będzie obraz, obraz rzeczywisty. Jestem pewna, iż Kami pozwoli mi go posłać do paryskiego Salonu; o to więc nie powinieneś się obrażać.
— Ja też nie mam urazy. Wątpię jednak, czy zdążyłabyś wykończyć większą pracę przed otwarciem wystawy.
Maisie zawahała się; delikatne jej rysy odbiły nawet pewne zakłopotanie.
— Widzisz, postanowiłam... wskutek tego obrazu właśnie, wyjechać o miesiąc wcześniej do Francyi. Mam zamiar naszkicować go tylko tutaj, wykończyć zaś pod kierownictwem Kami’ego.
Serce Dick’a stanęło nagle i bić przestało. Była chwila, w której poczuł żal głęboki do