Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Maisie wyjdzie zeń nietknięta; niech jego zmiażdży, byle ją ominęło... I zabobonną trwogą szarpnięty, pieniążek w głębię wody rzucił. Był on mu w tej chwili droższy nad wszystko, co posiadał na ziemi, był jedynym podarkiem, jedyną pamiątką, jaką miał od Maisie; rozstaniem się więc z nią, ciśnięciem jej w nurty Tamizy, składał ofiarę, która powinna była przekupić tajemnicze Przeznaczenie.
Wrzucenie trzech pensów w fale rzeki przerwało prąd myśli, uwalniając go na chwilę od obrazu Maisie i obaw, o nią doznawanych. Zwrócił się też, gwiżdżąc, ku domowi, stęskniony — po tym dniu sielankowym, spędzonym w towarzystwie kobiety — za dymem, fajką i swobodną pogawędką męską. I to jednak pragnienie zbladło wobec nagłej wizyi okrętu „Barralong,“ pędzącego swobodnie ku podzwrotnikowym wodom.




ROZDZIAŁ VIII.

Przez tydzień ten Heldar niezdolnym był do żadnej roboty. Nareszcie nadeszła niedziela. Wyczekiwał jej zwykle z dziwnem połączeniem