Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Wiesz, Ryszardzie, jesteś, doprawdy, najnieznośniejszym chłopcem pod słońcem! Więc cóż ty myślisz, że, jak ciebie nie było, to ja wcale już nie umiałam dać sobie rady?
— Gdy mnie tu nie było, nie wiedziałem, jak rzeczy stoją, nie myślałem o tem. Dziś jednak oddałbym wszystko na świecie za prawo zatrzymania cię w domu, gdy deszcz pada na ulicy.
— Czy oddałbyś i powodzenie?
Tym razem Heldar musiał walczyć z sobą, aby się powstrzymać od wybuchu.
— Mrs. Jennett miała racyę; uczysz cierpliwości, Maisie. Za długo przykutą byłaś do szkoły i stąd zdaje ci się, iż cały świat ma zwróconą na ciebie uwagę. Tymczasem wątpię, czy ludzkość posiada więcej nad tysiąc dwieście osób, zajmujących się na seryo obrazami. Inni udają, ale w gruncie nic ich malarstwo nie obchodzi. Otóż pamiętaj, że ja tysiąc dwieście trupów widziałem od razu, na jednem polu. Powodzenie to głos bardzo drobniutkiej cząsteczki społeczeństwa. Reszta nie dba o nas ani odrobinę. Wyżej nad sztukę zajmuje każdego jakaś własna jego Maisie, z którą nie może trafić do ładu.
— Biedna Maisie!