Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wielkim Londynie. Możliwość takiego końca dręczyła mię całymi dniami i przerażała, och, jak przerażała!
— Znam podobną obawę. Zmora to straszna, która mię niekiedy wśród nocy budzi i sen z powiek odgania. Ty jednak, Maisie, nie powinnabyś mieć o niej pojęcia.
— A skąd tobie przychodzi widmo głodu? Nie zaznałeś go przecież nigdy?
— Mniejsza o mnie. Powiedz mi lepiej, czy twoja renta bezpiecznie jest umieszczona?
— W papierach państwowych.
— Bardzo dobrze. Pamiętaj, gdyby ktokolwiek, gdybym ja nawet radził ci korzystniejszy interes, nie słuchaj, nie zgódź się nigdy! Nie wycofuj pod żadnym pozorem twych pieniędzy i nie pożyczaj nikomu ani grosza, rozumiesz, nikomu, nawet rudowłosej dziewczynie.
— Dlaczego próbujesz gderać? Robienie szaleństw nie leży w moim charakterze.
— Bo znam świat, bo wiem, że wielu ludzi zaprzedałoby duszę za trzysta funtów rocznego dochodu. Kobiety tymczasem tak lekko te rzeczy traktują. Jedna pożyczy pięć sterlingów, druga dziesięć, a żadna nie jest zbyt skrupulatną i sumienną tam, gdzie o drobny dług idzie. Trzymaj więc mocno pieniądze