Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Przyjęte jest dla okrętów danej kompanii, płynących do Australii. Ciekawy jestem, który to statek.
Dźwięk jego głosu zmienił się bezwiednie. Heldar zdawał się zapominać o świecie całym i, ze wzrokiem w morze utkwionym, mówił sam do siebie, — co nie podobało się Maisie wcale. Srebrny blask księżyca rozjaśnił mgłę w tej chwili i pozwolił rozróżnić czarne boki długiego parowca, prującego z trudnością wody kanału.
— Cztery maszty. To chyba Barralong, albo Bhutia. Tak, to Barralong, w drodze do Australii. Szczęśliwi ludzie, szczęśliwi ludzie! Och, jakże im zazdroszczę!
Patrzył z natężeniem, wysunąwszy się na przód. Mgła jednak stawała się coraz gęstszą, okrywając nieprzejrzalnym całunem parowiec, z którego rakiety rzadziej już ku górze strzelały.
Maisie, zniecierpliwiona, zaczęła nawoływać go wreszcie. Heldar odwrócił się, lecz wzroku nie mógł wciąż jeszcze od morza oderwać.
— Czy widziałaś kiedy Krzyż Południowy, świecący tuż tuż nad twoją głową? Mówię ci, wspaniały!