Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rzajrzaj mi, że tak jest; a jednak niema w tem twojej winy, najdroższa. I ja nie postępuję inaczej, choć wiem, że źle robię. Większość szkół francuskich wpaja w uczni wiarę, iż powinni pracować dla własnej tylko ambicyi, dla władnego zysku. U Kami’ego wmawiano, że cały świat ma oczy na nas zwrócone. Pod owe czasy wierzyłem też święcie w takie impertynenjcye i niedorzeczności, jak podniesienie i uszlachetnienie ludzkości za pomocą mych pędzli. Przysięgam na Jowisza, iż szaleństwo to naprawdę czepiało się mej wyobraźni. Ile też razy głowa pękała mi nad jakimś wspaniałym pomysłem, dlatego właśnie, iż nie posiadałem dość wiedzy, aby go dobrze wykonać i ucieleśnić, tyle razy wpadałem w zachwyt nad własną wspaniałością, pewny, że wkrótce świat zadziwię.
— Niejeden artysta doszedł już do tego.
— Lecz nie wtedy, najdroższa, gdy za cel dzieła swego podziw ludzki uważał. Zresztą, choćby nawet zdobył poklask tych, których sztuka obchodzi, czemżeż on jest wobec wielkości świata? Garść owych ludzi stanowi zaledwie milionową cząsteczkę ogółu. Maisie, jedź ze mną, a dam ci pojęcie o obszarach, wobec których my atomem jesteśmy zaledwo. Jedź ze mną, a przekonasz się, jak olbrzymim