Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Najemnica uciekła z przestrachu. Dziewczyna zaś, spojrzawszy w zwierciadło, twarz w dłoniach ukryła. Zdawało jej się, że tem uniesieniem zdradziła tajemnicę hańbiącą, starannie dotąd w głębi duszy ukrywaną.




ROZDZIAŁ VII.

Morze nie zmieniło się w rzeczy samej. Nizki poziom wody odsłaniał łachy błotniste; na białym piasku wybrzeża kołysały się łodygi zeschniętych maków.
— Wszystko tak samo — mówiła Maisie z przyśpieszonym oddechem. — Nie widzę tylko palika, który podówczas za cel nam służył.
— Bądźmy wdzięczni i za to, że nie pozaprowadzano tu zmian żadnych. Patrz, w uzbrojeniu fortu nie przybyła ani jedna nowa armatka.
Wszedłszy na stoki Fort-Keeling’u, usiedli w załamie, osłanianym przez gardło czterdziestofuntowego, smołą umalowanego działa.
— Co za szkoda, ze niema jeszcze Amommy! — zawołała.