Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


obrazy i nimi tylko jest zajęty. Ryszardzie, pomyśl, proszę, jak własne kłopoty, trudy i zabiegi wypełniają życie każdego człowieka, a może zrozumiesz wtedy, czem jest właściwie takie, jak twoje, powodzenie. Oto, jeżeli z pośród milionów ludzi dwadzieścia tysięcy znajdzie czas, aby między dwoma kęskami, między jednym łykiem a drugim, mruknąć coś o czemś, co ich nawet wcale nie obchodzi, to wynik tego mruknięcia nazywa się: sławą, rozgłosem lub chwałą, stosownie do gustu, do upodobania pana i władcy, który mruknięcie podobne sylabizuje.
— Wiem o tem tak dobrze, jak i ty. Racz zaufać o tyle mej inteligencyi.
— A bodaj mnie powieszono, jeżeli w nią wierzę!
— Bodaj cię powieszono zatem. I tak zresztą stryczka pewno nie unikniesz. Nagrodzą cię nim Turcy za szpiegowanie ich szeregów. Ach, jaki jestem znużony, śmiertelnie znużony! Siły mnie opuszczają!
I osunąwszy się na fotel, Dick zasnął w parę minut.
— Zły to znak! — szepnął Nilghai z cicha.
Torpenhow wyjął śpiącemu z ust fajkę, od której zaczęło tlić się ubranie, i podsunął poduszkę pod głowę.