Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Dawno je zapowiadali. Gdyby raz przyszły nareszcie, może udałoby mi się wyciągnąć stąd Ryszarda.
W drzwiach otwartych stanął w tej chwili Heldar, a posłyszawszy ostatnie zdanie, rzucił krótko:
— Za marna okazya. Zbyt mi tu dobrze obecnie, abym miał zamiar w świat wyruszyć.
— Chybaż nie bierzesz na seryo tych wszystkich niedorzecznych pochwał, jakie ci pisma sypią? — podjął Nilghai. — Wszedłeś w modę, ale to nie może długo potrwać. Za pół roku publiczność zwróci się do nowej zabawki, a ty co poczniesz wówczas? Gdzie się podziejesz?
— Zostanę tu, w Anglii.
— Wtedy, gdy mógłbyś znaleźć wpośród nas cudowną sposobność do nowej roboty? Cóż to znów za niemądry pomysł? Będziemy tam wszyscy: ja, Kenen, Torp, Cassavetti, cała armia; znalazłbyś więc okazyę do zdobycia nowych tryumfów, do robienia studyów, dzięki którym sława twoja zaćmiłaby imię Wereszczagina.
— Hm! — mruknął Dick, paląc zawzięcie fajkę.
— Ty jednak wolisz siedzieć bezczynnie, wyobrażając sobie, iż cały świat patrzy na twe