Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


gaconych piwowarów! — rzucił Dick, wściekły i dotknięty do żywego.
— Niech będą i medaliony, lecz ja je sama wykonam — brzmiała odpowiedź, dana głosem, który mu przypomniał śmiałe utarczki, staczane z mrs. Jennett przez pewien atom drobny, o dużych, siwych źrenicach. Rozbrojony, chciał się upokorzyć, przeprosić, lecz rudowłosa wtargnęła już z powrotem do pracowni.
Następnej niedzieli, przyniósłszy Maisie drobne upominki — z ołówków, które miały same rysować, i farb niebywałej trwałości, — starał się zjednać artystkę, święcąc pracy jej niepodzielną uwagę. Wymagało to natężenia myśli oraz wytłumaczenia własnych jego przekonań i poglądów. Torpenhow’owi włosy stanęłyby ze zdumienia na głowie, gdyby mógł był słyszeć zapał, z jakim Dick wygłaszał wiarę swą w ewangelię sztuki.
Przed miesiącem wymowa ta jego samegoby zdziwiła. Dziś jednak Maisie żądała, aby jej wyjaśniał tajemnice zawodu; zebrawszy więc całą przytomność umysłu, szykował w jeden szereg wszystkie „dlaczego“ i „czemu,“ nad któremi sam dotąd nigdy nie suszył sobie głowy. Niema nic trudnego w zrobieniu danej rzeczy, jeżeli wykonać ją