Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Raz, raz jeden tylko pozostawiła ich samych na chwilę; lecz wtenczas Maisie skorzystała właśnie z tych minut kilku, aby mu pokazać album, w którem chowała parę wycinków z gazet z króciutkiemi, pośpiesznemi wzmiankami o obrazach swych, posłanych na przygodne wystawy prowincyonalne.
Dick pochylił się i przyłożył usta do paluszka, farbą umazanego, którym przytrzymywała kartę albumu.
— Och, ukochana, jedyna moja! — wyszeptał — i ty przywiązujesz wagę do takich rzeczy? Wrzućże to do kosza, Maisie!
— Nie — odparła, zamykając książkę. — Będę dopóty wzmianki te chować, dopóki lepszych nie pozyskam pochwał.
Wtedy to, kierowany zwykłym swym brakiem szacunku dla publiczności, a głębokiem uczuciem dla dziewczęcia, chcąc zdobyć dla niej więcej owych upragnionych wycinków, Dick zaproponował, iż następny obraz on wymaluje, a ona podpisze tylko.
— Dzieciństwo! — oburzyła się Maisie. — Nie spodziewałam się tego po tobie. Praca musi być moją, moją własną, moją, moją tylko!
— W takim razie weź się do malowania dekoracyjnych medalionów w domach wzbo-