Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jedynie... może być wolnym.“ Dodaj jeszcze, Torp, że on jest jednym idyotą, a ja... drugim.
— Słuszna racya. Chodź jednak na wieczerzę. Jesteś na czczo prawie, a palisz ciągle.
Milczenie jedyną było odpowiedzią.




ROZDZIAŁ V.

Wszedłszy nazajutrz do pokoju Ryszarda, Torpenhow zastał go otoczonego gęstymi kłębami dymu.
— I cóż, szaleńcze, jakże się czujesz?
— Nie wiem. Namyślam się właśnie nad tem.
— Zabrałbyś się lepiej do roboty.
— Być może, tylko że mi do niej nie pilno. Zrobiłem od wczoraj odkrycie. Wiesz, Torp, znajduję, że za wiele jest ego w mojem comos.
— Doprawdy! Komuż zawdzięczasz ten wynalazek? Mnie, czy Nilghai’emu?
— Jest on własną moją zasługą, nagłym wynikiem własnych dociekań. O, za dużo ego, za wiele mego ja. A teraz będę pracować.