Strona:Rudyard Kipling - Zwodne światło.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— No, no, daj jej pokój. Myśl lepiej o własnym rysunku. Jestem wydelegowany, aby ci sprawić za niego uczciwe lanie w druku. Torpenhow powinien to był dawno uczynić. Wstrzymywała go tylko fałszywa delikatność. Przejrzałem ostatnie bohomazy w twojej pracowni. Ależ to skandal istny, to hańba!
— Oho! z tej strony wiatr wieje? Sądzisz może, że mię uśmiercisz, albo przerazisz? Nic tak to łatwo... Ponieważ zaś możesz tylko opisać każde me poruszenie pędzla na papierze, co ci dużo miejsca i czasu zabierze, więc się śpiesz. Ja tymczasem kładę się spać!
— Hm, hm, hm... nie bądź taki pewny siebie. Pierwsza tylko część artykułu mówi o obrazach. Druga zaczyna się tak: „Za dzieła, wykonywane bez przekonania, za marnowanie siły i talentu na trywialne szczegóły, za pracę obniżaną umyślnie, a kierowaną ku temu jedynie, aby uzyskać tani i łatwy poklask goniących za modą tłumów...“
— Rozumiem, chodzi o drugie wydanie Ostatniego strzału. Idź dalej.
— „...za grzech ten, przeciw sztuce popełniony, pozostaje jedna kara: zapomnienie, na wzgardzie oparte. Czy pan Heldar potrafi