Strona:Rudyard Kipling - Puk z Pukowej Górki.djvu/220

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


na widoku jedną tylko cenę... My, Piktowie, też zginiemy... Skrzydlate Kołpaki zetrą nas... ot, na taki pył!“ I rzucił w powietrze garstkę drobnej kurzawy.
— „O Roma Dea!“, ozwał się półgłosem Maximus. „Więc to zawsze i wszędzie jest dziełem jednego człowieka...!“
— „I życiem jednego człowieka“, dodał Allo. „Jesteś cesarzem, ale nie bogiem. Możesz umrzeć.“
— „O tem też pomyślałem“, rzekł Maximus. „Doskonale. Jeżeli wiatr się nie zmieni, rano będę już przy wschodnim krańcu Wału. Zatem jutro, podczas przeglądu, zwrócę na was szczególną uwagę i zamianuję was naczelnikami załogi, stojącej na Wale... byście pełnili umówioną służbę.“
— „Jeszcze chwilka, Cezarze“, rzekł Pertinax. „Każdy człowiek ma swą cenę... a tyś mnie jeszcze nie kupił.“
— „Co? i ty zaczynasz targować się tak wcześnie?“, zawołał Maximus. „No, czego ci potrzeba?“
— „Sprawiedliwości względem wuja mego Icenusa, duumwira w Divio, w Galji“, odrzekł Pertinax.
— „O jedno tylko życie ci chodzi? Myślałem, że raczej zależeć ci będzie na pieniądzach lub urzędzie. Juści, podaruję ci go. Zapisz imię jego na czerwonej stronie tej tabliczki... odwrotna strona przeznaczona jest dla ułaskawionych...“ I wydobył z zanadrza woskowe tabliczki podręczne.