Strona:Rudyard Kipling - Puk z Pukowej Górki.djvu/208

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


na łowy za wilkiem. Nasz wódz, Rutiljanus, dał nam dziesięć dni urlopu, więc wyruszyliśmy poza drugi wał, opasujący prowincję Walencję, wdzierając się w wyższe góry, kędy niema nawet śladu dawnych zwalisk rzymskich. Przed południem ubiliśmy niedźwiedzicę; Allo zaczął obdzierać ją ze skóry. Naraz spojrzał wgórę i tak mówi do mnie: „Gdy będziesz komendantem Wału, moje dziecko, nie będziesz mógł już tak się zabawiać.“
— Równie dobrze mogłem zostać prefektem dolnej Galji, przeto roześmiałem się na owe słowa i rzekłem: „Poczekaj-no, aż zostanę tym komendantem!“ „Nie, nie czekajmy!“, odrzekł Allo. „Posłuchajcie mej rady i wracajcie obaj do domu!“ „Ależ my nie mamy domu!“, rzekł Pertinax. „Wiesz przecie o tem równie dobrze jak my. Nasza karjera już się skończyła... Przeciwko nam obu zagięto wdół palec na znak niełaski. Jedynie ludzie, nie mający nic do stracenia, mogą narażać się na skręcenie karku na waszych kucykach.“ Poczciwiec roześmiał się tak, jak to się śmieją Piktowie... krótkim, urywanym śmiechem, przypominającym szczekanie lisa w noc mroźną. „Kocham was wielce“, rzekł poprostu; „zresztą, jeżeli znacie się nieco na łowach, mnie to jeno zawdzięczacie. Posłuchajcie mej rady i wracajcie do domu.“
— „Nie możemy“, odpowiedziałem; „popierwsze bowiem ja utraciłem względy mego dowódcy, powtóre zaś Pertinax ma wuja...“
— „O jego wuju nic mi niewiadomo“, odrzekł