Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dłoni nad tą krainą? Któżto odparł ostatni najazd Afganów?
Prawdę mówiąc, to byłem ja, ale Dravot w pasji zapomniał o tem.
— Kto wam kupił karabiny? Kto pobudował mosty? Kto jest Wielkim Mistrzem znaku wyciętego na kamieniu? — krzyczał, tłukąc pięścią w kamień, na którym siadywał podczas posiedzeń Rady i zebrań masońskich.
Dziunek Fish umilkł. Drudzy też siedzieli cicho.
Uczesz się, Dan, — odezwałem się — i idź do dziewcząt w konkury. Tak się przecież robi u nas w domu, a ty mówisz, że ci ludzie to zupełni Anglicy.
— Małżeństwo króla, jest sprawą państwową — odpowiedział Dan wściekły, bo, zdaje mi się, zaczynał już rozumieć, że robi głupstwo.
Chodził chwilę po sali narad. Radcy dworu siedzieli cicho, patrząc w ziemię.
— Słuchaj, Dziunek! — zwróciłem się do wójta Baszkai. O co tu idzie? Odpowiedz po prostu, jak szczery przyjaciel.
— Wy wiecie sami — odrzek Dziunek Fish. — Co ja mogę powiedzieć nowego komuś, co wie wszystko. Jak mogą córki zwykłych śmiertelników zaślubiać bogów lub szatanów? To nie idzie!
Przypomniało mi się coś podobnego z biblji.