Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dadura z jakimś przybłędą i miała bezczelność opowiadać, że ja jestem jej mężem — i to jeszcze między furmanami w zajeździe!
— To już się skończyło! — odpowiedział Dravot. — Te kobiety tutaj są bielsze odemnie i od ciebie i ja muszę mieć królową na zimę.
— Jeszcze raz cię proszę, Dravot, nie rób tego! — błagałem go. — Powiadam ci, że z tego jeszcze nieszczęście wyniknie. Biblja powiada, że królowie nie powinni tracić swych sił na kobiety, zwłaszcza jeśli mają do urządzenia nowe, nieociosane królestwo.
— A ja ci mówię ostatni raz, że ja tego chcę! — uparł się Dravot i odszedł podobny do wielkiego czerwonego djabła, od zachodzącego słońca, które świeciło pod świerkami, na jego koronie, na brodzie i tego...
Ale z tą żeniaczką to nie była taka prosta rzecz, jak to sobie Dan wyobrażał. Przedłożył on tę sprawę swojej Radzie. Rada nic nie odpowiedziała. Wreszcie Dziunek Fish odezwał się, że najlepiej byłoby, gdyby Dan zwrócił się z tem do dziewcząt. Dravot zwymyślał ich.
— Co mi macie do zarzucenia? — ryczał stojąc pod posągiem Imbry. — Czy ja jestem pies czy co? Może nie jestem dosyć dobry dla waszych dziewek? Czy może nie rozciągnąłem swej