Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dziewczynę, żebyś się miał przyczem zagrzać w zimie. One są ładniejsze od Angielek, a w dodatku my możemy wybierać. Jak je tak wygotować raz — drugi w gorącej wodzie — będą ładne, jak pączki!
Nie wódź mnie na pokuszenie! — zawołałem. — Nie chcę mieć z kobietami nic do czynienia, dopóki pewniej się tu nie usadowimy. Ja się napracowałem za dwóch i ty za trzech. Możemy teraz poleżeć trochę na brzuchu. Ot, warto się postarać o tytoń z Afganistanu albo o trochę jakiego przyzwoitego trunku — ale o kobietach ani gadania!
— Któż mówi o kobietach? — rzekł Dravot, — Ja mówiłem o żonie, o królowej, która dałaby syna królowi. O królowej z największego plemienia, tak, żeby można połączyć się z niem braterstwem krwi... A królowa przytuli się do ciebie i będzie ci opowiadała, co twoi poddani myślą o tobie i swych sprawach. Oto, czego ja potrzebuję!
— Przypominasz sobie tę Bengalkę, z którą miałem stosunek — kiedy byłem garsonem w Mogul-seraju? — zagadnąłem go. — Była przecież dla mnie dobra. Nauczyła mnie po bengalsku, a jeszcze i paru innych rzeczy. I co się stało? Uciekła ze służącym naczelnika stacji i połową mojej miesięcznej pensji. A potem wróciła do