Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


To mówiąc, zawołał wodza, którego ja swego czasu zostawiłem w Baszkai — nazwaliśmy go potem „Dziunek Fish“, bo był bardzo podobny do tego Dziunka, który pracował swego czasu przy wodociągach w Macz koło Bolanu.
— Podaj mu rękę — mówi Dravot.
Podałem mu rękę i o mało się nie przewróciłem, bo Dziunek Fish zrobił znak masoński. Nic nie mówiąc spróbowałem uścisku bratniego. Odpowiedział, jak należy, ale kiedy dałem mu znak Mistrza — zawiódł.
— On ma stopień Brata! — rzekłem do Dana. — Czy zna hasło?
— Zna! — odpowiedział Dan. — I wszyscy kapłani je znają. Słowo daję — cud! Wodzowie i kapłani umieją prowadzić loże braterską i robią to prawie tak samo, jak my, wykuli nawet znaki na skałach, ale trzeciego stopnia nie znają i właśnie przyszli po niego. Jak Boga kocham. Dawno już wiedziałem, że Afganowie wtajemniczeni są w pierwszy i drugi stopień, ale to doprawdy cud! Bo rozumiesz — ja teraz jestem bogiem i Wielkim Mistrzem i otworzę tu lożę trzeciego stopnia, do którego podniesiemy głównych kapłanów i wójtów.
— To się sprzeciwia prawu — odpowiedziałem. — Nie wolno zakładać Loży bez rękojmi.