Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


płanów na wzgórze do bożków i kazał im tam siedzieć i sądzić i zapowiedział, że jak się co stanie, to ich zastrzeli.
Następnego tygodnia wszystko w dolinie pracowało w polu, jak pszczółki, a nawet lepiej, kapłani słuchali skarg i na migi opowiadali o wszystkiem Dravotowi.
— Dobry początek — rzekł do mnie Dravot — oni myślą, że my jesteśmy bogami.
On i Carnehan wybrali dwudziestu dzielnych chłopów i nauczyli ich chwytów karabinowych i jak się obchodzić z bronią, formować czwórki, rozsypywać się w łańcuch tyraljerski, a tym chłopcom bardzo się to podobało. Skończywszy to, wziął swoją fajkę i torbę podróżną opuścił te wsi i wraz z Carnehanem poszedł zobaczyć, co jest do roboty w sąsiedniej dolinie.
Tam było skał co niemiara a wśród nich mała wioszczyna. Tu Carnehan powiedział: — Przesadźmy tych ludzi stąd na tę wielką dolinę i dajmy im trochę ziemi, której jeszcze nikt nie uprawiał. — Byli to bardzo biedni ludzie, więc przed tem przeniesieniem do nowego Królestwa, zabiliśmy dla nich jedną kozę, dla wrażenia, żeby ich dla siebie dobrze usposobić.
Istotnie, ci ludzie przeprowadzili się i spokojnie osiedli i wówczas Carnehan połączył się znowu z Dravotem, który tymczasem udał się