Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


niali mu się. Tak kazał Dravot. Nagle jednego dnia kupa jakichś chłopów wleciała w dolinę. Carnehan i Dravot przyjęli ich wystrzałami karabinowemi, rozpędzili ich zanim tamci mogli zmiarkować, co się stało i pogonili za nimi na drugą stronę doliny. Tam była druga wieś, taka sama jak pierwsza, cała publiczność upadła na twarz, a Dravot mówi:
— Co jest z temi wsiami? Czemu wy się bijecie?
Oni na to pokazali jakąś kobietę, ładną, żaden z nas by się jej nie powstydził, a porwaną z pierwszej wsi. Dravot odprowadził ich do wsi i policzył trupy — było ich osiem. Za każdego zabitego wylał Dravot trochę mleka na ziemię, pomacał rękami i powiada: — Już jest wszystko w porządku! — Potem razem z Carnehanem sprowadzili za łeb wójtów z obu wsi na dolinę, tam kazali im dzidami zakreślić linję graniczną i po obu stronach kazali usypać kopce graniczne. Zlazł się na to naród z obu stron, zaczęli wyć z radości, jak djabli, a Dravot powiedział im: — Weźcie teraz i uprawiajcie rolę i bądźcie urodzajni i mnóżcie się! — co też oni zrobili, choć go nie zrozumieli. A myśmy zaczęli wypytywać, jak się taka rzecz nazywa w ich języku — chleb, woda, ogień, bożki i inne takie rzeczy, a Dravot zaprowadził ka-