Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i nabój, potarł nosem o jego nos, poklepał go po łbie i pokłonił mu się. Potem obrócił się do tych chłopów, kiwnął głową i powiada.
— W porządku. Ja znam te historje i ta cała menażerja — to są moi przyjaciele.
Tymczasem przyszedł chłop i podał jakieś jedzenie. Dravot mówi: „Nie!“ Przyszedł drugi chłop, przyniósł mu jeść, ale Dravot znów mówi: „Nie!“ Dopiero kiedy ich pop wiejski, stary dziadyga i wójt, grubas, przynieśli mu żreć, powiedział na cały głos: — Dobra jest! — i dalej jeść, ale powoli. W taki sposób dotarliśmy do pierwszej naszej wsi, bez żadnych trudności, jak gdybyśmy spadli z nieba. Ale myśmy nie z nieba spadli, a tylko z jednego z tych przeklętych mostów sznurowych, wiecie — a po takim upadku trudno od człowieka żądać, żeby się śmiał.
— Napijcie się jeszcze wódki i gadajcie dalej! — rzekłem. — Tak więc przyszliście do pierwszej swojej wsi. W jaki sposób zostaliście królem?
— Ja królem nie byłem — odpowiedział Carnehan. — Królem był Dravot. Doprawdy, ładnie wyglądał w złotej koronie na głowie i tego... on i jego spólnik, zamieszkali w tej wsi i codzień rano Dravot siadał na wzgórku obok starego Imbry, a ludzie przechodzili i kła-