Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w Peshawarze w jednym dniu! No, Hazar Mir Chan! — krzyknął na swego służącego. — Wypędź wielbłądy, ale pomóż mi naprzód wsiąść na mego.
Kiedy wielbłąd przyklęknął, skoczył na jego grzbiet i zwracając się do mnie, zawołał:
— Sahibie! odprowadź mnie... Sprzedam ci amulet... który cię zrobi królem Kafiristanu!
Teraz dopiero zrozumiałem wszystko. Wyszedłem z seraju i szedłem za wielbłądami, dopóki nie znaleźliśmy się na gościńcu. Tam kapłan zatrzymał się.
— Jak wam się to wszystko podoba? — odezwał się po angielsku. — Carnehan nie zna ich języka, dlatego zrobiłem go służącym. Doskonale się nadaje na służącego. Nie napróżno wałęsałem się po tym kraju przed czternastu laty. Źle mówię ich dialektem? Przyłączymy się w Peshawarze do jakiej karawany i tak dostaniemy się do Dżakdallaku, tam wymienimy wielbłądy na muły i ruszymy do Kafiristanu. Grzechotki dla emira, o panie! Wsuńcie rękę pod juki wielbłąda i powiedzcie mi, co tam czujecie.
Namacałem kolbę karabinu Martini i jeszcze jedną i jeszcze.
— Mam ich dwadzieścia — rzekł Dravot z zadowoleniem. — Dwadzieścia karabinów z od-