Strona:Rudyard Kipling - O człowieku, który chciał być królem.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wierzę! Siedmdziesiąt! — ile to? — miljonów ludzi, którzy nic nie zrobili — nic a nic. Napoleon był tylko epizodem.
Uderzył ręką w stół.
— Słuchajcie, starzy, myśmy jeszcze niczego na świecie nie dokazali — trzeba powiedzieć prawdę. Nas robota dopiero czeka — i my swoje zrobimy, staruszkowie! Precz z drogi!
Rozkazująco skinął ręką i ukazał człeczynę.
— Widzicie go. Nieprzyjemnie na niego patrzeć. Oto właśnie jeden mały — och, tak malutki — wypadek, że nikt o nim ani nie pamięta. A teraz on jest — tem! Tak i wy będziecie wyglądali, sławni bracia-żołnierze — tak będziecie wyglądali i wy. Tylko, że żaden z was nigdy nie wróci. Wszyscy pójdziecie albo za nim, albo —
Tu wskazał wielki cień trumny na suficie i, osunąwszy się na krzesło, zasnął, mrucząc:
— Siedemdziesiąt miljonów — pa-a-szli, starzy!
— Cudownie i w samą miarę! — rzekł mały Mildred. — Ale po co się irytować? Lepiej zajmiemy się tym biedakiem.
Ta sprawa jednak nagle a szybko wypsnęła się z kochających rąk Białych Huzarów. Po-